strach

Szkoła musi być po coś

Posted on Posted in Uncategorized

Jedno w wydawnictw zorientowanych na zaspokajanie potrzeb szkół i nauczycieli przyjęło za swoje hasło bardzo nośne zdanie: „Edukacja jest podróżą”. Podróże wielu z nas łączą się z różnymi skojarzeniami. Dla jednych to miejsce, do którego dzięki niej dotarliśmy. Dla innych to ludzie, z którymi dzielimy trud wędrówki. Są i tacy, którym wystarczy sam proces wędrowania czy wręcz planowania kolejnych etapów drogi. Aspektów podróżowania jest wiele. Ważne, by były na tyle ważne, żeby się nam chciało chcieć. I żebyśmy po zakończeniu jednej drogi, mieli potrzebę wyruszenia w następną.

Co więc zrobić, żeby edukacja była podróżą? Żeby budziła potrzebę, chęć osobistego zaangażowania i determinację w procesie dochodzenia do celu? Wyzwanie przed którym coraz częściej stają nauczyciele to bierny opór uczniów wobec własnego rozwoju. Postępujący zanik chęci do uczenia się. Nie pomagają groźby ani kary. Nie pomagają katastroficzne perspektywy strat jakie bezwzględnie spowoduje lekceważenie obowiązku nauki. Co z tym zrobić? Jak wzmocnić, ba jak wyzwolić motywację uczniów do uczenia się? Czy w ogóle można?

W bardzo interesującej książce „Uczę (się) w szkole” jej autorka Danuta Sterna zamieściła następującą wypowiedź: „Z psychologii poznawczej i z teorii konstruktywizmu wynika, że to uczeń się uczy, a nie nauczyciel wlewa mu wiedze do głowy. Jeśli uczeń nie będzie chciał się nauczyć, nie będzie zmotywowany, to mimo dużych wysiłków nauczyciela nic z tego nie wyjdzie. Brak motywacji jest jednym z największych problemów obecnej szkoły. I nie zmieni się to, jeśli uczniowie nie wezmą odpowiedzialności za swoją naukę. Aby jednak uczeń stał się autorem procesu swojego uczenia się, trzeba go do tego przygotować.[1]” Z przytoczonej wypowiedzi wynika, że podstawowym źródłem sukcesu będącego rezultatem uczenia się uczniów są przede wszystkim oni sami. Nauczyciele rzecz jasna mogą i powinni pracować na rzecz pozytywnych rezultatów uczenia się uczniów, niemniej nie mogą liczyć na szczególnie spektakularne efekty jeśli najpierw nie zadbają odpowiedni poziom motywacji swoich podopiecznych. Inny autor- Merrill Harnin w swojej książce zatytułowanej „Duch klasy. Jak motywować uczniów do nauki” napisał: „Wielu uczniów boi się szkoły. Nie są pewni, czy uda się im sprostać oczekiwaniom nauczyciela, nie bardzo wierzą, że kiedykolwiek będą w stanie opanować materiał, obawiają się reakcji kolegów na swoje pomyłki. Lęk przed porażką obezwładnia ich do tego stopnia, że wolą nie uczestniczyć w zajęciach w obawie, że źle wypadną albo ujawnią swoją niewiedzę. Krótko mówiąc, boją się uczyć[2]”.

A przecież… świat się zmienia. Jasper Juul w swojej książce Kryzys szkoły napisał: „Kiedy ja byłem mały, na widok nauczyciela przemykałem pod ścianą z opuszczoną głową. Dzisiejsze dzieci patrzą nam prosto w oczy i mówią: Ja żyję. Masz z tym jakiś problem?”. Szkoła jest dla uczniów. Przestaje być miejscem sprawdzania czego uczniowie nie wiedzą, a staje się przestrzenią wymiany tym, czego dowiedzieli się sami i stosowania tego, czego nauczyli się gdzie indziej.  Dobrze, kiedy nauczyciele potrafią taką przestrzeń organizować, proponować w jej ramach atrakcyjne ramy- żeby to, czego na co dzień i w różnoraki sposób doświadczają młodzi, stawało się ich zbiorowymi zasobami wspólnoty, by było pretekstem do budowania zbieżnych ram i odniesień- żeby potwierdzało wartość i korzyści ze wspólnego działania. I dobrze, gdyby rodzice zamiast pytać swoje dzieci po powrocie do domu- jaką ocenę dostały, pytali o to czego się nauczyły, albo jeszcze lepiej czego nauczyły innych czy jakie pytani zadały nauczycielom.

[1] D.Sterna, Uczę (się) w szkole, Warszawa 2014

[2] M.Harnin, Duch klasy. Jak motywować uczniów do nauki, Warszawa 2005

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *