model-1216916__480

Wolność a prawa dziecka, ucznia, człowieka

Posted on Posted in Uncategorized

Szkoła ma ważną rolę, formowania postaw ludzkich i obywatelskich. Znany francuski filozof Wolter powiedział przed laty znamienne słowa: „Nie zgadzam się z tobą, ale zawsze bronił będę twego prawa do posiadania własnego zdania.” Na temat wolności, w tym wolności sumienia, słowa i przekonań powiedziano przedtem i potem znacznie więcej. Kiedy jedna stajemy na szkolnym podwórku wydaje się, że przytoczona teza jest szczególnie ważna. Mówi o tym, że mamy prawo mieć swoje zdanie i o tym, że inni też mają do tego prawo. Tymczasem w szkole to wcale nie jest takie oczywiste. I to wcale nie dlatego, że nauczyciele narzucają swoje opinie uczniom. Problem z brakiem własnego zdania jest przede wszystkim powiązany ograniczeniami wolności słowa, jakie narzucają sobie sami młodzi. To oni dostosowują swoje opinie do poglądów głoszonych przez grupę. Ubierają się tak jak inni, oceniają dorosłych, tak jak recenzują ich życie inni równolatkowi, słuchają takiej a nie innej muzyki, oglądają takie, a nie inne filmy. Co więcej, pod wpływem presji swojej grupy podejmują decyzje o życiu seksualnym, o korzystaniu z używek, o negowaniu zasad, które kilkanaście lat wpajali w nich ich rodzice. I gdzie tu wolność. Można by rzec, że najbardziej zniewolone umysły, to zaplątane głowy nastolatków, którym wydaje się, że nic nie mogą i że w związku z powyższym powinni przeciwko wszystkiemu się buntować, a którzy jednocześnie tak bardzo są podatni na rozmaite wpływy płynące zarówno z ich środowiska jak i ze strony tych, którzy doskonale potrafią tym targetem manipulować.

Problem polega na tym, że nie najlepiej z komunikacją na tym poziomie radzą sobie osoby, które z urzędu powinny dobrze się  młodzieżą komunikować, kształtować ich poczucie prawa do wolności ograniczonego jednak obowiązkiem odpowiedzialności za podejmowane decyzje. Pogubiliśmy się z tą wolnością. Wielu nauczycieli podkreśla, że żyjemy w czasach, kiedy młodzi znają tylko swoje prawa, a nie znają swoich obowiązków. Uczniowie mówią z kolei, że musza żyć w takich czasach, kiedy pozbawia się ich praw a egzekwuje jedynie obowiązki. I gdzie tkwi prawda? Wydaje się, że w pojęciu odpowiedzialność. Wolność zaczyna się i kończy tam, gdzie jest świadomość  odpowiedzialności za podejmowane czyny. Inaczej nie mamy do czynienia z wolnością, ale z anarchią albo przemocą. Czyli dokładnie z tym, z czym spotykamy się dziś w szkole. I nie wydaje się, że winę za całokształt ponoszą jedynie nieodpowiedzialni młodzi ludzie. Wydaje się natomiast, że wina jest po obu stronach- bo się nie dogadują co do tego, co powinno ograniczać wolność, i że gdy nawet się dogadają, to nie egzekwują tego konsekwentnie.

Ograniczenia powinny wynikać z wyższych konieczności. Choćby z praw innych, do tego, by mieć takie same prawa jak drudzy. Jeżeli więc zabraniamy przemocy psychicznej uczniów wobec uczniów, to powinniśmy za wszelką cenę wystrzegać się tego samego rodzaju presji na linii nauczyciel uczeń. Jeżeli zabraniamy korzystania z telefonów komórkowych podczas lekcji, sami też z nich nie korzystamy. Jeżeli mówimy, że nie należy marnotrawić cudzego majątku, sami również staramy się maksymalnie wykorzystać czas lekcji, by uczniowie niemieli poczucia straconego czasu.

Wolność wynika też z poczucia szacunku dla drugiego człowieka. Każdy, kto liznął choć trochę wiedzy na temat podstaw komunikacji interpersonalnej wie, że nie wystarczy powiedzieć „Szanuję cię”, trzeba jeszcze powiedzieć to w taki sposób, by ten, do którego to mówimy, mógł rzeczywiście w to uwierzyć.

Kształtowanie postaw moralnych na ogół zaczyna się od tego, co się dzieje w domach rodzinnych naszych uczniów. To tam kreowany jest określony system wartości, to tu rodzą się zręby odpowiedzialności za siebie i innych. Podstawowym warunkiem rozwoju postaw moralnych dziecka jest naśladownictwo. Dziecko, dzięki codziennemu obserwowaniu postaw oraz zachowań swoich rodziców, nabywa określone wzorce, które z  czasem będą decydowały o jego dalszym życiu. Im bardziej są one porywające i ciekawe, tym rozwój jest szybszy, a postawy reprezentowane przez dorastającego młodego człowieka coraz bardziej interesujące i godne pochwały. Proces wychowawczy bez autorytetu rodzicielskiego jest w zasadzie niemożliwy, ponieważ powoduje, że dziecko, które ma być wychowywane pozostaje osamotnione wobec niemałych wyzwań otaczającego go świata, a w szczególności rozmaitych pokus oraz różnych „interpretatorów” prawd i zasad właściwego funkcjonowania, którzy potrafią całkowicie skrzywić sposób patrzenia dziecka, czy dorastającego człowieka, na rzeczywistość. W efekcie instynkty i towarzyszące im impulsy biorą górę nad wartościami wyższymi, społecznymi i kulturalnymi.

Podobny do rodzicielskiego wpływ na postawy oraz zachowania dzieci i młodzieży mają  dorośli w ogóle, a w szczególności nauczyciele. Tu, a w szczególności na poziomie edukacji elementarnej, również pojawia się możliwość kształtowania w dzieciach odpowiedniego kośćca moralnego, który z czasem może uchronić je przed mniejszymi lub większymi omyłkami powiązanymi z uleganiem rozmaitym niczym nieograniczonym potrzebom o bodźcom.

Autorytet powyższy bezwzględnie należy budować na kolejnych etapach kształcenia. Podkreślać znaczenie stosowanych w szkole zasad oraz umacniać przekonanie dotyczące sensu przestrzegania określonego systemu wartości. By tak się działo samemu trzeba być jednak w jak największym porządku. Trzeba być niepodważalnym dowodem na sens przestrzegania raz przyjętych zasad. To jednak nie jest łatwe.

Co gorsza, autorytet bardzo często bywa mylony z postawą autorytatywną, czyli takim sposobem zachowania się, który osobie go reprezentującym każe żyć w przekonaniu, że to ona ma rację we wszystkich sprawach i nie dopuszcza w ogóle do budowania innego typu relacji jak jedynie posłuszeństwo. Postawa autorytatywna wydaje się być bardzo atrakcyjna ponieważ przy jej pomocy można zmusić wychowanków do chwilowego posłuchu, wykonania czegoś czy oczekiwanej karności. Problem polega jednak na tym, że taka postawa nie wychowuje. Daje co najwyżej złudzenie skuteczności oddziaływania. Przede wszystkim zaś nie przekazuje i nie pozostawia ona młodemu człowiekowi niczego z chwilą, kiedy się spod tej władzy wyzwala.

W efekcie młodzi ludzie wobec osób, które są dla nich autorytetem formalnym są w stanie przestrzegać zasad, które te im w taki czy inny sposób narzucają. W przypadku jednak pozostawania bez bezpośredniej kontroli tych osób, robią co chcą. Niekiedy wbrew sobie, ale na ogół zawsze w zgodzie z rozmaitymi sugestiami osób, które maja na nie zdecydowanie większy wpływ- to są na ogół koleżanki i koledzy, bywa że to są również rozmaici lokalni liderzy, niekiedy różne złe autorytety. Do tego dochodzi jeszcze presja mediów, promujących z jednej strony negatywne wzorce zachowań rozmaitych młodzieżowych idoli, a także zachowań, które przedstawiane są jako skrajnie naganne, a jednocześnie pokazywane z taką intensywnością, że sprawiają wrażenie niezwykle atrakcyjnych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *