girl-1469749__480

Wyzwania

Posted on Posted in Uncategorized

Zanim wybuchła pandemia zdecydowana większość młodych Polaków zadeklarowało brak poczucia tożsamości ze swoją szkołą. Jest to wskaźnik najwyższy w krajach OECD i wynosi ponad 20%, kiedy na przykład w Finlandii odsetek ten wynosi 5,3%, w Belgii i w Niemczech – około 10%. Najbardziej negatywnie oceniane jest przygotowanie, jakie daje szkoła, do dorosłego życia. Twierdzi tak aż 31,7% uczniów, a wśród uczniów z dużych miast nawet 50%. Nie najlepiej wygląda również ocena relacji z nauczycielami oraz poczucie integracji ucznia z grupą rówieśniczą. W ocenie znaczącej części piętnastolatków relacje uczniów z nauczycielami nie są idealne. Negatywnie (wskaźnik zbiorczy) ocenia je 68,8%. Ponad 50% uczniów twierdzi też, że nauczyciele nie interesują się sytuacją uczniów, w tym ich życiem rodzinnym i sytuacją w domu. Od 40 do 50% uczniów – zależnie od wielkości miejsca zamieszkania – twierdzi, że nauczyciele nie są skłonni ich wysłuchać, nie mają czasu na rozmowę. Ciekawie podczas jednego z wywiadów wypowiada się na tet temat Aleksander Pawlicki, nie tylko ekspert Szkoły Edukacji, ale też, jak sam lubi o sobie mówić „szary nauczyciel z Ochoty”: „Coś się dzieje, że uczniowie nie ufają nam, nauczycielom. Myślą trochę jak w amerykańskim kryminale, że cokolwiek powiedzą, może być wykorzystane przeciwko nim. My możemy ich zapewniać, że jak się powie nauczycielowi, to jak w studnię, ale obawiam się, że uczniowie w to nie wierzą.[1]”.

Bycie uczniem nie jest sprawą łatwą. Niewielu się nim naprawdę interesuje, większość natomiast od nich wymaga. W szczególny sposób sytuację tę komentuje w swojej książce Marzena Żylińska: „Filozofia leżąca u obecnego modelu edukacyjnego zakłada, że jeśli nauczyciel naucza, to uczeń się uczy; skoro cele zostały spisane w podstawach programowych, to uczniowie muszą je sobie przyswoić. Jeśli wszystkie tematy zostały omówione, to znaczy, że są opanowane. U odstaw takiego rozumienia edukacji legło przeświadczenie, że do uczniowskich mózgów można przetransportować wszystko, co ktoś uznał za ważne.[2]”.

Bycie uczniem nie jest sprawą łatwą także dlatego, że szkoła tak naprawdę rzadko dba o jakiekolwiek wspieranie jego indywidualnego rozwoju, a raczej jest nastawiona na egzekwowanie znamion rozwoju opisanych w zestawie oczekiwań edukacyjnych zdefiniowanych w stosownych standardach czy opisie kryteriów poszczególnych ocen. W sposób szczególnie wyrazisty pisze o tym w oparciu o własne doświadczenia Céline Alvarez: „… nie mając pojęcia o mechanizmach uczenia się, nie przeczuwamy nawet, jak ogromna jest ludzka inteligencja. I marnujemy ją. Potencjał ludzki, który musi rozwijać się w nieprzystosowanym otoczeniu, ulega zmniejszeniu, nie wykracza poza minimum swoich możliwości, a my nabieramy przekonania, że to „minimum” jest normą[3]”. Negatywne konsekwencje tego stanu rzeczy wiążą się również z faktem, że organizacja procesu kształcenia nie zawsze sprzyja celowej pracy nad własnym rozwojem uczniów. Potwierdzeniem tego mogą być zbyt liczne klasy, brak odpowiednich pomocy naukowych czy niewłaściwy dobór metod pracy przez nauczyciela. Dołóżmy do tego jeszcze presję ocen. W efekcie łatwo dostrzeżemy całe spektrum negatywnych emocji, które wpływają na negatywną postawę uczniów nie tylko w stosunku do uczących, ale też do koleżanek i kolegów a nawet do siebie samych.

 

[1] https://wyborcza.pl/7,157035,23434317,dlaczego-polscy-uczniowie-nie-lubia-szkoly.html

[2] Neurodydaktyka. Nauczanie i uczenie się przyjazne mózgowi. Toruń 2013, s.239

[3] Prawa naturalne dziecka, Warszawa, 2017, s. 12-13

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *