arrows-1834859__480

Nie uczymy się dla szkoły, ale dla życia

Posted on Posted in Uncategorized

Świat się zmienia więc szkoły też muszą poddawać się zmianie! Tymczasem, co podkreśla w swoim arcyinteresującym artykule „Dlaczego szkoły zmieniają się wolniej niż kościoły?”[1] Ulrich Hammerschmidt: „Szkoła to wielowymiarowy system, niedający się kontrolować w sensie przyczyny i skutku. W związku z tym duża część przebiegających w niej procesów wymyka się spod kontroli sprawujących nad nią bezpośredni nadzór, czy też osób mających wpływ na jej kształt. Stopień swobody występujący w takim systemie jest tak zróżnicowany, że władzom szkoły przypisuje się zadanie „porządkowania chaosu”. Porządkowanie (a tym samym ograniczenie) chaosu następuje poprzez zmniejszenie złożoności systemu, to znaczy ograniczenie swobody działania. Aby to osiągnąć stosuje się zewnętrzny przymus (w postaci ustaw, dekretów, nakazów, zakazów, …), porozumienia (standardy jaskości, opisy procesów, umowy o pracę, regulaminy wewnętrzne, postanowienia konferencyjne, …). Jednym słowem wszystko to, do czego tak głośno nawołuje znaczna część osób związanych z oświatą, czyli wprowadzenie, podtrzymanie czy wręcz zwielokrotnienie autonomii nauczycieli, staje się w gruncie rzeczy najważniejszym atutem tych, którzy rządzą edukacją i twierdzą, że umożliwienie nauczycielom pracowania w taki sposób, który jest najbardziej korzystny dla nich samych a jeszcze bardziej dla ich podopiecznych to tylko bałagan- a nam przecież potrzeba porównywalności i jednolitych standardów.

Przez ostatnie lata, również w Polsce, nauczyliśmy się jak bardzo ważna jest indywidualizacja czy wręcz personalizacja procesu uczenia się uczniów. W sytuacji, kiedy dostęp do wiedzy jest prosty i powszechny, a sama wiedza staje się bardziej pretekstem do rozważań, aniżeli ostatecznym punktem odniesienia, myślenie, że sformatowany nauczyciel będzie najlepszym panaceum na tę nieokiełzaną różnorodność jaką reprezentują dziś uczniowie, a coraz części i ich rodzice a nawet uczniowie- jest po prostu błędem. Żyjemy w świecie coraz bardziej skomplikowanych a jednocześnie niezwykle prostych w obsłudze wzajemnych powiązań i zależności. Stajemy się coraz bardziej od siebie zależni choćby w takich punktach odniesienia jak: zmiany klimatyczne, migracja, pokój i bezpieczeństwo. Wspólna praca na rzecz zrównoważonego, sprawiedliwego i pokojowego rozwoju nas wszystkich jest dziś po prostu koniecznością. Kilkunastoletnia dziewczynka wykrzykuje na forum ONZ skierowane do dorosłych niezwykle istotne przesłanie: „Ludzie cierpią. Ludzie umierają. Zawalają się całe ekosystemy. Jesteśmy na początku masowego wymierania, a jedyne o czym potraficie mówić, to pieniądze i bajki o niekończącym się wzroście gospodarczym. Jak śmiecie?!(…) Zawodzicie nas! Ale młodzi ludzie zaczęli sobie zdawać sprawę z waszej zdrady. Oczy całej przyszłej generacji są zwrócone na was. Jeśli wybierzecie, by nas zawieźć, nigdy tego wam nie wybaczymy”[2].

Tymczasem szkoły trwają w okowach świata, który już bezpowrotnie przeminął. Nauczyciele zaś traktowani są jak dzieci. Ile by nie powiedzieli. Ile by się nie naprotestowali. Ilu by nie odeszło od miejsca, które uznawali za swoje najważniejsze miejsce na ziemi- i tak mówi im się, że nie mają racji. Bo ci którzy rządzą wiedzą lepiej. Bo ci, którzy decydują o środkach na oświatę mają konkretne, poukładane, porównywalne i zdefiniowane wynikami egzaminów zewnętrznych wyobrażenie o powodach posyłania dzieci do szkół. Co gorsza, nawet ci, którzy swoje dzieci oddają w ręce nauczycieli najczęściej wnoszą o to, by wyszły spod kurateli uczących jak dobrze sformatowane i optymalnie dopasowane do systemu badania poziomu osiągnięć jednostki, jako że jedno co się liczy, to wysoki wynik na egzaminie i możliwość kontynuowania nauki w kolejnym prestiżowym miejscu, gdzie proces modelowania umysłu i kształtowania umiejętności dopasowany będzie dokładnie do wymagań, które pojawią się w kolejnym teście. Czy o to chodzi?! Seneka Młodszy w pierwszych latach naszej ery napisał w jednym ze swoich listów zdanie, które wydawało się wtedy optymalnym wskazaniem dla tych, którzy podejmowali naukę: Non vitae, sed scholae discimus [3] – nie uczymy się dla życia, ale dla szkoły. Grubo ponad tysiąc lat później osoby zajmujące się kształceniem zdecydowały się dokonać kopernikańskiej wolty w tym założeniu przekuwając sentencję Seneki na nowo: Non scholae, sed vitae discimus- nie uczymy się dla szkoły, ale dla życia i może warto zacząć tego się trzymać.

 

 

[1] https://www.npseo.pl/data/various/files/hammerschmidt.pdf

[2] Greta Thunberg, wystąpienie w ONZ 23 września 2019r

[3] Seneka Młodszy, Epistulae morales ad Lucilium, Epistula CVI

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *