03.19

Odpowiedzialność dorosłych

Posted on Posted in Uncategorized

Nasz sposób dogadywania się z innymi, podobnie jak to, jak postrzegamy i oceniamy świat, a nawet to, jak się zachowujemy w sytuacji zagrożenia, w znacznym stopniu stanowi naturalną konsekwencję tego, jak porozumiewali się ze sobą oraz z nami nasi rodzice. W jaki sposób rozmawiano w środowisku, w którym powoli wkraczaliśmy w dorosłość. O tym, że to właśnie od naszych rodziców przejmujemy pewne powtarzane klisze językowe świadczy najlepiej sytuacja, kiedy w rozmaitych dorosłych związkach słyszymy od naszych partnerów „Mówisz jak twoja matka” albo „Zachowujesz się dokładnie jak twój ojciec”. Co więcej, sami niekiedy się łapiemy na tym, że wypowiadane przez nas słowa oraz kryjące się za nimi poglądu już gdzieś słyszeliśmy. I właśnie wtedy przypominamy sobie, że to były słowa naszych rodziców.  Co gorsza, słowa, które swego czasu bardzo nas irytowały. O tym, że powtarzamy słowa naszych protoplastów świadczą również bardzo często oceny jakimi określają siebie same niektóre dzieci. „A bo ja taki głupi jestem”, „nigdy niczego ni potrafię zrobić jak należy”, „ja to się do niczego chyba nie nadaję”.

To na co warto zwrócić uwagę to fakt, że większość z tych wypowiedzi wiąże się z rozmaitymi emocjami. Nie tylko negatywnymi, bo przecież wielu z nas żyje w przekonaniu, że jesteśmy najpiękniejsi na świecie czy też w silnie utrwalonym przeświadczeniu, że moglibyśmy o wiele więcej, gdyby nam inni wszystkiego nie zazdrościli i nie psuli. Inna sprawa, że te utrwalone kalki pojawiają się w naszych wypowiedziach również na ogół w sytuacjach szczególnego wzburzenia emocjonalnego. Wykrzykujemy coś, co jest dokładną kopią z negatywnych zachowań naszych rodziców, a później pozostaje nam tylko żałować albo… udawać, że tak jest właśnie dobrze. I tak zwykle jest jeszcze gorzej.

Wspomniane kalki językowe jakie dziedziczymy po naszych rodzicach bardzo często przekładają się na sformułowania warunkujące również nasze postawy czy reprezentowany przez nas system wartości. W jakim przekonaniu żyje dziewczyna, w której głowie zasiano pogląd, że „Faceci potrafią tylko krzywdzić kobiety”, a w jakim chłopak, któremu zakodowano pogląd, że „One zrobią wszystko, żeby ciebie wykorzystać”? Jak się układają związki tych osób z przedstawicielami płci przeciwnej? I jak muszą się czuć ich partnerzy osądzani od czasu do czasu poprzez pryzmat tego typu poglądów?

Stereotypy myślowe i powtarzające się w naszych wypowiedziach kalki słów, zwrotów, wyrażeń a niekiedy pełnych zdań, to nie tylko zasługa naszych rodziców. Wiele z tych mechanizmów to utarte formy komunikowania się, które jakkolwiek niczemu dobremu nie służą, są nagminnie wykorzystywane niemalże przez wszystkich. Jednym z tego typu mechanizmów jest używanie słów „nigdy” bądź „zawsze”. Słowa te bardzo często nie znaczą nic z tego, co w rzeczywistości znaczą. Słownikowe znaczenie obu pojęć wskazuje na swoistą ciągłość określanych nimi zdarzeń. Tymczasem w zdaniach typu: „Ty nigdy nie potrafisz tego zrobić tak jak należy” albo „Zawsze zachowujesz się tak samo” zwłaszcza kiedy obarczone są wykrzyknikiem i sformułowane są w stanie emocjonalnego wzburzenia, mówią nie tyle o wspomnianej ciągłości, ale o poziomie reprezentowanych przez osoby, które je wypowiadają emocji. I nigdy nie są do końca prawdziwe.

Podobne zadanie pełni szereg innych schematów wypowiadania się. Ot, choćby użycie zdania pytającego, stanowiącego w gruncie rzeczy oceniające pytanie retoryczne. „Czy na ciebie można kiedykolwiek liczyć?” albo jeszcze gorzej: „Czy musisz postępować tak nierozważnie?”. W taki sam sposób używamy zdań oznajmujących, które również mają na celu przede wszystkim negatywną ocenę drugiej strony. Ot, chociażby: „A więc uważasz, że nie mam racji” czy „No oczywiście, zaraz znowu się okaże, że ja jestem wszystkiemu winny”. W jednym i w drugim przypadku zaprezentowane wypowiedzi nie służą komunikacji, ale atakowaniu. Oceniają, w jakimś sensie obrażają, w znacznym stopniu pozbawiają możliwości dalszej rozmowy. I temu w gruncie rzeczy służą — potrzebie zatkania ust rozmówcy. Tylko czy na tym polega rozmowa?

Jeśli chcemy, żeby nasze dzieci szanowały innych, umiały z nimi współpracować, potrafiły się komunikować i kochały bez cienia zaborczości — to my dorośli powinniśmy przede wszystkim polubić siebie i poprzez nasza samoakceptację budować dobrą miłość dla naszych dzieci. Nasze dobre z nimi relacje. Naszą zgodę na to, że są inne od nas i przez to inaczej niż my mogą (a nawet powinny) widzieć i oceniać otaczający nas świat. Nasz pozytywny niepokój i wypełnioną radosnym oczekiwaniem nadzieję — co to też z tych naszych pociech wyrośnie.

Kiedy patrzę na moje córki widzę przede wszystkim, że są różne. Można powiedzieć skrajnie różne. Zarówno fizycznie jak i psychicznie. Kiedy się im jednak bliżej przyjrzę widzę, że mają wiele podobnych cech, charakterystycznego sposobu mówienia (myślenia?), zachowań. Dobrych i złych. Wiele z nich, zwłaszcza w obszarze reakcji na innych, to ewidentna moja zasługa. Zasługa czy raczej trauma. Też jestem tylko człowiekiem. Przepraszam Aniu, Zuzo, Weroniko i Ewo za to, co ze mnie w was doskwiera. Czyni, że Wasze życie, a zwłaszcza ci, z którymi w tym życiu się spotykacie, nie zawsze wzbudzają w Was Wasz entuzjazm. Mam jednak nadzieję, że jeśli sobie z tym radzicie, a jeszcze bardziej, że to z czego w swoim życiu jesteście szczególnie zadowolone, to również po części przynajmniej moja zasługa. A za to z kolei najbardziej chciałbym podziękować swoim rodzicom.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *